sobota, 29 lipca 2017

Seminarium

fot. O. Talarska
Pewnie wstyd się przyznać, ale byłam na psim seminarium dopiero raz, choć w temacie siedzę już od kilku lat. Jednak kiedyś musi być ten pierwszy raz i poprzedni weekend spędziłam z Bejczykiem na seminarium z Patrycją Kowalczyk. Chciałam skupić się na sztuczkach, ale okazało się, ze skupienie siada w towarzystwie innych piesków wydających odgłosy i pośród nowych zapaszków, więc część każdej z naszych czterech sesji poświęciłyśmy skupianiu się na mnie. Wiem już co robię źle i jak nad tym pracować. w sumie to seminaria nie są, żeby uczyć psy, tylko ich właścicieli ;)

Drugi dzień był trochę lepszy pogodowo, bo padało (w pewnym momencie musieliśmy wszyscy wejść do niewielkiego baraku - nie pamiętam dokładnie, ale było nas akurat z 6 psów i 8 ludzi), chociaż Synu już się nieco zmęczył i ostatnia sesja nam nie wyszła. Na pierwszej uczyliśmy się podawania łapki nr 2, bo o ile lewą macha jak szalony, kiedy tylko usłyszy magiczne słowo, to druga się przez to rozleniwiła i trzeba nad nią pracować ;) Turlanie okazało się być superfajne, więc pewnie dokończenie nie zajmie nam zbyt wiele czasu :D Druga tego dnia i ostatnia na seminarium sesja nam się nie udała. Chciałam zrobić obieganie mnie, ale wszystko wokoło było bardzo ciekawe, zabawki znacznie bardziej niż normalnie nudne, ja też niezbyt interesująca (okazało się wtedy, że małe smaczki wcale nie są takie dobre, jak myślałam). W związku z tym pracowaliśmy nad skupieniem, a na sam koniec zrobiliśmy jeszcze chwilę krzyżowania łapek, bo całkiem ładnie nam wychodziło, ale zmęczenie i pojawiające się słońce dało o sobie znać.
fot. O. Talarska
 Seminarium zaliczam do bardzo przyjemnych doświadczeń. Poznaliśmy wiele fajnych pieseczków i nowych Cioć dla Bejutka. Sam wyjazd też był przyjemny. Pojechaliśmy w moim Tatą i Lavą we 4, znaleźliśmy hotel dosłownie kilkaset metrów od seminarium, więc kiedy ja z Bejuszem pracowała, oni mieli chwile odpoczynku dla siebie. Była to też próba generalna jazdy dwóch pieseczków razem na dłuższą odległość, bo we czwartek wyjechaliśmy jak co roku w góry! Stąd też opóźnienie w publikacji - pakowanie zupełnie nie w moim stylu było na ostatnią chwilę, a jeszcze rano przed wyjazdem jechałam do miasta odbierać zamówienia ;)
fot. K. Kwaśniak

Pozdrawiamy z gór!

1 komentarz:

  1. Byłam w tym roku na seminarium z Patką. Masz rację, seminaria są bardziej dla właścicieli. Czasem to my potrzebujemy, żeby ktoś nami szarpnął i powiedział "TU! TU PATRZ!". To otwiera oczy ;)

    OdpowiedzUsuń