poniedziałek, 10 lipca 2017

Wakacje

Ten tydzień nie był aż tak produktywny, jak poprzedni, ale troszkę się u nas działo :) Relacja Lavy i Beowulfa ewoluowała do pseudogonitw z duuuuuużą ilością szczekania. Ciekawe kiedy sąsiedzi pękną :P

Bejuszek bardzo polubił psa zza płotu, chyba z wzajemnością, jednak relacja jest tylko zapłotna, bo Harry nie jest spuszczany ze smyczy, a nie chcemy, żeby linka kogoś uszkodziła. Także Bejo podbiega do płotu, Harry podchodzi, opiera się o murek (działka obok jest ok. 1,5m niżej) i się wąchają, a potem B robi przykuc i ucieka.
fot. Aleksandra Górecka
W czwartek udałam się z Bejem do pracy moich rodziców. Najpierw posiedzieliśmy u mamy, potem u taty. Czekaliśmy na przyjazd pociągu z Olą. Już wcześniej umówiłyśmy się, że któregoś dnia porobi zdjęcia Bejuszkowi. Po niedługim i niekrótkim równocześnie oczekiwaniu wsiedliśmy do udaliśmy się na przystanek i wsiedliśmy do autobusu, gdzie dokonałam niemalże niemożliwego i z zmutowanym szczeniakiem na rękach (nie mamy jeszcze kagańca, wścieklizna jeszcze chwilkę zaczeka i był tłum), na jednej nodze skasowałam bilet w jadącym pojeździe. Potem na szczęście się rozluźniło, B bardzo grzecznie leżał plackiem/siedział, kiedy jechaliśmy. Wciąż jest fanem fontann, szczególnie świetnie jest wtedy, kiedy tryskają w pyszczek! Ola zabrała ze sobą Kibę, która skutecznie olewała zaczepki Bejusza, ale udało się wspólne zdjęcie :)
fot. Aleksandra Górecka
Spacer po Starym Mieście uważam za bardzo udany pod względem towarzyskim i edukacyjnym. Udało się zrobić kilka sztuczek w rozproszeniach (właściwie to wszystkie jakie znamy, bo jest ich malutko :P). Jakiś troskliwy pan kazał nam nie męczyć psów, kiedy siedziały i z radością pozowały, no cóż, pewnie uważa, że powinny smażyć swój tłuszczyk na kanapach zajmując się nie nierobieniem :(
O ile rano szalał w pracy (na leżąco, ale szalał :P), to kiedy wróciłam i czekałam na tatę padł i zasnął, nic mu nie przeszkadzało, typowy padnięty szczeniaczek.
Syn jest bardzo pewien niektórych swoich przekonań. Wciąż uważa, że robienie siku poza własnym terenem jest nieeleganckie, więc przez 7h nie siknął, dopiero kiedy wsiadaliśmy do samochodu uznał, że już nie wytrzyma i siiiiiiiiiiiiiikał...

fot. Aleksandra Górecka
Udało nam się w tym tygodniu nauczyć bardzo wolnego i krótkiego slalomu i ósemki między nogami. Powstaje też podawanie łapy i Lava jest tu bardzo podobna, bo kiedy Bejuszek widzi, że można coś dostać za podanie łapy też podaje swoją miękką łapeczkę. Ogólnie stwierdzam, że Lavy zazdrość sprowadza się do pokazywania wyższości. Uczenie się czegokolwiek z Małym jest prawie niemożliwe, kiedy Lavcia jest w pobliżu, bo zaraz do nas przybiega i pokazuje, że umie lepiej. Kiedy już łaskawie zgodzi się siedzieć kilka metrów od nas wykonuje większość komend na odległość i robi też miliony nadprogramowych, bo przecież umiem, to takie banalne, a ty mała głupia kupo na nogach tego nie rozumiesz. Także w sumie mogę polecić posiadanie drugiego psa do zwiększania motywacji pierwszego :P Taki tam nieśmieszny żarcik.

Em, Lava & B

4 komentarze:

  1. Oj jak zazdroszczę miłości do fontann. Mój pies się nie zbliża do lecącej wody...
    Socjal widzę intensywny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bejuszek należy do strachliwych stworzonek, więc zaskoczył mnie tym zainteresowaniem :)
      Ano, chociaż ten tydzień leżymy plackiem i uczymy się nowości (bardzo owocnie zresztą) ;)

      Usuń
  2. ZZdjęcie zza rogu rozzbrajające, żwawa ciekawość świata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! A ileż było zachodu, ja również schowana za rogiem i utrzymująca Mrówkojada, fotograf na środku ulicy i jeszcze zainteresowywacz z piszczącą zabawką :D

      Usuń